Rządowe zapowiedzi o skierowaniu gigantycznych środków z programu SAFE do krajowych przedsiębiorstw brzmią obiecująco. Diabeł tkwi jednak w szczegółach zamówień publicznych. Bez precyzyjnego zaprojektowania kryteriów i dokumentacji przetargowej, wdrożenie tzw. local content może skończyć się falą procesów i paraliżem strategicznych inwestycji. Granica między zakazaną preferencją geograficzną a dopuszczalnym kryterium bezpieczeństwa dostaw jest niezwykle subtelna, ale prawnie fundamentalna.
180 miliardów na szali: Presja vs. sztywne unijne prawo
W Ministerstwie Aktywów Państwowych (MAP) trwają intensywne prace nad definicją komonentu krajowego (local content), czyli udziału polskich firm w strategicznych projektach. Sprawa jest paląca: Polska podpisała właśnie umowę na unijny program zbrojeniowy SAFE, z którego na polski rynek trafi blisko 180–200 mld zł. Rząd deklaruje, że ponad 80% tych środków powinno zasilić krajowy przemysł.
Ta polityczna presja zbiega się w czasie z dwoma kluczowymi procesami regulacyjnymi:
- Wdrażaniem unijnego rozporządzenia NZIA (Net-Zero Industry Act), które wymusza rezygnację z dominującego dotychczas kryterium najniższej ceny w strategicznych przetargach.
- Poszukiwaniem prawnych mechanizmów, które pozwolą promować krajowych dostawców w sektorach energii, zbrojeń i cyfryzacji.
Pojawia się jednak zasadniczy zgrzyt: jak legalnie wspierać polskie firmy, nie łamiąc traktatowych zasad Unii Europejskiej?
Pułapka w Prawie zamówień publicznych
Obowiązująca ustawa Prawo zamówień publicznych (Pzp) w art. 16 opiera się na trzech bezwzględnych filarach: uczciwej konkurencji, przejrzystości oraz proporcjonalności.
W praktyce oznacza to, że klasyczne, terytorialne rozumienie local content jest wprost zakazane. Zamawiający nie może uzależnić wygranej w przetargu od tego, czy firma ma siedzibę w Polsce, korzysta z lokalnego zaplecza lub kupuje wyłącznie krajowe materiały. Narusza to zasadę swobodnego przepływu towarów i usług na rynku UE.
NZIA daje nowe narzędzia, ale nie daje wolnej ręki
Pewnym ratunkiem staje się wspomniane rozporządzenie NZIA. Wprowadza ono tzw. kryterium odporności (resilience criterion). Pozwala ono brać pod uwagę stopień dywersyfikacji dostaw i ograniczanie zależności od państw trzecich (spoza UE). Trzeba jednak pamiętać o jednym:
Ważne: NZIA promuje i chroni rynek wspólnotowy (całą UE), a nie rynki poszczególnych państw członkowskich. Przetarg sformułowany tak, by dyskryminować firmę np. z Francji czy Litwy na rzecz podmiotu z Polski, nadal będzie złamaniem prawa.
Ryzyko idzie w miliony. Oto co grozi za błędy
Niewłaściwe przepisanie założeń local content do specyfikacji warunków zamówienia (SWZ) niesie za sobą potężne ryzyko prawne i finansowe dla podmiotów realizujących strategiczne inwestycje:
- Zasypanie przetargów odwołaniami do KIO (Krajowej Izby Odwoławczej) przez zagranicznych oferentów, co doprowadzi do wielomiesięcznych opóźnień w kluczowych projektach (np. budowie Tarczy Wschód czy systemu antydronowego SAN).
- Wielomilionowe korekty finansowe nakładane przez audytorów unijnych za naruszenie zasad konkurencyjności.
- Zarzuty dyscypliny finansów publicznych dla osób odpowiedzialnych za przygotowanie postępowań przed Regionalnymi Izbami Obrachunkowymi (RIO).
W realiach wielkich projektów infrastrukturalnych i obronnych, błędy formalne mogą kosztować zamawiających znacznie więcej niż sama wartość zamówienia.
Jak bezpiecznie budować polskie łańcuchy dostaw?
Do czasu wypracowania przez MAP oficjalnych i bezpiecznych wytycznych, zamawiający muszą działać bardzo ostrożnie. Jedynym sposobem na obronę polskich interesów jest odejście od kryteriów geograficznych na rzecz kryteriów funkcjonalnych i jakościowych.
Bezpieczna specyfikacja przetargowa powinna skupiać się na:
- Kryteriach środowiskowych: analizie śladu węglowego czy rachunku kosztów cyklu życia produktu (gdzie bliskość geograficzna dostawcy naturalnie działa na jego korzyść).
- Kryteriach odpornościowych z NZIA: premiowaniu stabilności łańcucha dostaw i odporności na nagłe kryteria geopolityczne.
- Audytach procedur compliance: weryfikacji dokumentacji przetargowej pod kątem zgodności z Traktatem o funkcjonowaniu UE (TFUE) na długo przed ogłoszeniem zamówienia.
Najbliższe lata będą okresem bezwzględnej weryfikacji przyjmowanych procedur przez KIO, RIO oraz potencjalnie TSUE. Tylko pełna świadomość ram prawnych i precyzyjnie skonstruowane kryteria pozwolą zamienić miliardy z programu SAFE w bezpieczny i trwały impuls dla polskiej gospodarki.
Piotr Kęska
Specjalista do spraw szkoleń OSZ Omega